niedziela, 26 listopada 2017

revealing the truth

Tak. Ujawniam prawdę.

Depresja. Depresja. Depresja.


Nie cieszy mnie nic. Kompletnie. Tak jakbym nie miała uczuć. Serca?... Tak, jestem zadowolona. Z dobrej muzyki. Z prowadzenia samochodu. Z jedzenia. Z zajęć na siłowni. Z własnych pieniędzy. Z rozmiaru 32. Z ciekawego serialu.

Ale w ostatecznym rozrachunku, kiedy pozostaję sam na sam z własnym sumieniem, wszystko traci swój sens. Kiedy zatrzymuję się, kładę do łóżka w leniwe, niedzielne popołudnie i myślami krążę wokół swojego życia, dochodzę do wniosku, że jest ono puste. Beznadziejne. Bezwartościowe.

Co muszę zrobić, żeby miało jakikolwiek sens?


Sorrow found me when I was young,
Sorrow waited, sorrow won.
Sorrow that put me on the pills,
It's in my honey it's in my milk.


(frag. piosenki Sorrow zespołu the National)



Tabletki nie pomagają. Zapomnijcie. Silny, antydepresyjny lek. Gówno. Pomogły mi TROCHĘ pozbyć się strachu, deprecha twardo się trzyma. Za jakiś czas na pewno porzucę to w pizdu. 


Nie wiem, na co mi to życie. Ciągle jest to samo. Od, kurwa, jakichś dziesięciu lat.